Związek Banków Polskich odgrywa niezwykle istotną rolę w komunikacji krajowego sektora finansowego z mediami – najważniejsze informacje dotyczące sporów z kredytobiorcami, nie tylko tymi frankowymi, wypływają właśnie z tej organizacji. Ale ZBP robi dla banków coś więcej, niż tylko głośno mówi o tym, co samym prezesom finansowych instytucji nie zawsze wypada: reprezentuje interesy sektora na zewnątrz, poza Polską, przekonując unijnych urzędników do swojej narracji w kwestii nienaruszalności wskaźników referencyjnych. Wiele wskazuje, że to obecnie jeden z głównych priorytetów Związku: w tym roku jego przedstawiciele dwukrotnie udawali się do Brukseli celem spotkania z Marią Lues Albuquerque, nową komisarz UE ds. Usług Finansowych oraz Oszczędności i Inwestycji. Dlaczego właśnie teraz ZBP chce zacieśniać swoje relacje z unijnymi urzędnikami i jakie cele może chcieć realizować ta organizacja poza granicami Polski?
- Związek Banków Polskich i jego rumuński odpowiednik zwierają szyki i udają się na rozmowy z nową komisarz UE, odpowiedzialną między innymi za nadzór nad stabilnością finansową. Przedstawicielom sektora zależy m.in. na zaznajomieniu unijnej urzędniczki z trudnościami, z jakimi boryka się bankowość w Polsce i Rumunii
- Polscy bankowcy są przerażeni tym, co dzieje się w polskich sądach w kwestii WIBORu. Dwa poważne ciosy zadał im Sąd Okręgowy w Suwałkach, negatywnie ustosunkowując się do kwestii spełnienia przez banki obowiązku informacyjnego w umowach kredytów ze zmiennym oprocentowaniem
- Banki mają trudności z przeforsowaniem w sądach argumentacji o braku podstaw do analizowania przez krajowe sądy klauzul zmiennego oprocentowania powiązanych z WIBORem. Do TSUE trafiły już pytania odnoszące się do kluczowej stawki referencyjnej polskich kredytów mieszkaniowych
- W sprawach o SKD, w których sąd zdecydował się na wystąpienie do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi, banki zaczynają przyznawać rację powodom. Czy tak samo zaczną robić w sprawach o WIBOR, byleby zepchnąć je z unijnej wokandy?
Związek Banków Polskich forsuje swój przekaz na temat stawki WIBOR. Ma ku temu ważny powód
Działalność Związku Banków Polskich kojarzy się polskim kredytobiorcom przede wszystkim z licznymi wypowiedziami medialnymi odnoszącymi się do kolejnych wyroków TSUE oraz uchwał Sądu Najwyższego. ZBP, a przede wszystkim jego prezes, Tadeusz Białek, aktywnie działa w mediach na rzecz ugruntowania określonego przekazu wśród opinii publicznej. Społeczeństwo ma wierzyć, że kredyty frankowe były uczciwe, banki mają prawo do kredytowania kosztów kredytu, a WIBOR jest stawką transparentną i miarodajną, niemożliwą do zakwestionowania w sądzie.
Problem polega na tym, że kredytobiorcy nie chcą wierzyć bankowcom na słowo i mówią „sprawdzam”. W związku z tym w sądach toczy się ponad 200 tys. spraw frankowych, kilkanaście tysięcy spraw o sankcję kredytu darmowego i ok. 1,5 tys. spraw o WIBOR. I choć sporów sądowych, w których przedmiotem są kredyty hipoteczne w złotówce, jest z całej tej trójki najmniej, to właśnie one najbardziej niepokoją sektor. I jest to zupełnie zrozumiałe ze względu na ilość umów tych kredytów w obrocie prawnym oraz ich wartość.
Banki robią się nerwowe, ponieważ niespełna rok temu Sąd Okręgowy w Częstochowie wystosował w kierunku TSUE pierwsze pytania odnoszące się do krajowej stawki referencyjnej. Chciał wiedzieć między innymi, czy klauzule zmiennego oprocentowania powiązane ze wskaźnikiem WIBOR mogą być przedmiotem badań w krajowych sądach. Bankowcy doskonale wiedzą, że to właśnie pytania prejudycjalne wysłane do Trybunału były początkiem ich kłopotów w przypadku kredytów we franku.
Z oczywistych względów nie chcą, by podobna sytuacja powtórzyła się w sporach o WIBOR. Dlatego dążą do zablokowania możliwości analizowania zapisów odnoszących się do zmiennego oprocentowania i co więcej, udało im się przekonać do swojego toku myślenia stronę rządową, która jesienią 2024 roku wysłała do Luksemburga korzystne dla sektora stanowisko w tej sprawie.
Przedstawiciele ZBP latają do Brukseli, by rozmawiać z komisarz UE o sprawach toczących się przed TSUE
Banki kują żelazo, póki gorące i idą o krok dalej. Szukają przyjaciół dla swojej sprawy bezpośrednio w Brukseli. Doskonałą okazją ku temu stała się zmiana na stanowisku komisarza UE ds. Usług Finansowych oraz Oszczędności i Inwestycji. Od grudnia 2024 roku urząd ten sprawuje Maria Lues Albuquerque, była minister finansów Portugalii, o której nieco więcej napiszemy za chwilę. Wpierw parę słów na temat spraw, które przedstawiciele ZBP zdecydowali się poruszyć z panią komisarz.
Jak do tej pory wiadomo o dwóch wizytach przedstawicieli Związku z Brukseli. Pierwsza miała miejsce w styczniu – polskiej delegacji bankowców towarzyszyli przedstawiciele RAB, czyli rumuńskiego odpowiednika Związku Banków Polskich. Warto w tym miejscu dodać, że ZBP posiada swoje przedstawicielstwo w Brukseli, a więc organizacja spotkania z komisarz UE nie była niczym trudnym. Na spotkaniu poruszono wiele priorytetowych kwestii z punktu widzenia polskiego oraz rumuńskiego sektora bankowego – nie zabrakło wątku zasady proporcjonalności w regulacjach ostrożnościowych.
Ze spotkania jasno wynika, że ZBP i RAB chcą połączyć siły celem uzyskania lepszej „słyszalności” na arenie unijnej. Co mają wspólnego rynki finansowe polski i rumuński? Po pierwsze, na obu dochodziło do sporów z kredytobiorcami o umowy waloryzowane kursem franka szwajcarskiego, które kończyły się przed TSUE. Po drugie, na obu rynkach obowiązują aktualnie bardzo wysokie stopy procentowe, co może skłaniać kredytobiorców do uważniejszego niż zwykle przyglądania się klauzulom zawartym w ich umowach.
Drugie spotkanie odbyło się kilka tygodni później i przedstawiciele Związku Banków Polskich stawili się na nie najprawdopodobniej już bez swoich rumuńskich kolegów. Do publicznej wiadomości podano, że jednym z tematów spotkania z komisarz UE były sprawy toczące się przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości dotyczące kredytów hipotecznych opartych o stawkę referencyjną WIBOR.
Bankowcy podkreślili oczywiście potencjalny negatywny wpływ tych postępowań na stabilność rynku finansowego i zaakcentowali konieczność zrównoważonego stanowiska Komisji w tej sprawie. Odrobili więc to samo zadanie, co kilka miesięcy wcześniej w przypadku strony rządowej.
Kim jest Maria Lues Albuquerque i dlaczego bankowcy widzą w niej potencjalną sojuszniczkę dla swojej sprawy?
Warto się zastanowić nad tym, dlaczego Związek Banków Polskich upatruje sojusznika w osobie nowej komisarz? Aby zrozumieć powody tegorocznych wycieczek bankowców do Brukseli, wystarczy prześledzić CV Marii Lues Albuquerque – wówczas wszystko stanie się jasne. Jak zostało wcześniej wspomniane, Maria Lues Albuquerque piastowała swego czasu w Portugalii urząd ministra finansów (lata 2013-2015). Później kontynuowała służbę publiczną, m.in. jako członek parlamentu i Zgromadzenia Miejskiego miasta Almada.
Przyszedł jednak moment, w którym nowa pani komisarz zaczęła interesować się karierą w sektorze prywatnym. W latach 2016-2021 była niezależnym dyrektorem wykonawczym w Arrow Global Group, europejskim funduszu zarządzającym, którego działalność skoncentrowana jest wokół kredytów oraz nieruchomości. Jedną z ostatnich pozycji w CV pani komisarz jest posada niezależnego dyrektora niewykonawczego w firmie Morgan Stanley, czyli u znanego pożyczkodawcy pochodzącego z USA. Maria Lues Albuquerque zna więc doskonale obie strony regulacyjnego medalu – jako polityk zdążyła przyswoić sobie urzędniczy punkt widzenia, z kolei jako dyrektor w korporacjach działających w sektorze finansowym zaznajomiła się z perspektywą bankowców.
Zagraniczne media, recenzując okres, w którym Maria Lues Albuquerque była ministrem finansów, jasno wskazują na to, że na tym stanowisku nie udało jej się zaskarbić szczególnej sympatii Portugalczyków, a to za sprawą polityki zaciskania pasa, objawiającej się wdrażaniem radykalnych oszczędności w wydatkach publicznych. Jednak z perspektywy europejskiej administracji jej działania wzbudziły szacunek i zaufanie – jako minister była zadaniowa i skoncentrowana na osiąganiu określonych, często bardzo ambitnych celów finansowych. Nie działała pod publikę. Jako szefowa resortu nie bała się mówić społeczeństwu rzeczy niepopularnych, zwłaszcza w odniesieniu do perspektyw portugalskiej gospodarki.
Nic dziwnego, że przedstawiciele ZBP są zafascynowani tą silną i bezkompromisową kobietą – wszak od kilku lat zmagają się w Polsce z politykami, którzy panicznie wręcz boją się informowania społeczeństwa o potrzebach oszczędności. Gdy w polskiej gospodarce pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu, inflacja wystrzeliła w górę, a Rada Polityki Pieniężnej przystąpiła do cyklu podnoszenia stóp procentowych, rząd przestraszył się, jakie będą polityczne skutki tych zdarzeń.
Stwierdził, że trzeba ratować zakredytowanych obywateli i zaproponował im wakacje od płacenia miesięcznych rat na rzecz banku. Jaki stosunek banki mają do wakacji kredytowych, słyszeliśmy już wielokrotnie. Jednak nie ma w Polsce liczącego się ugrupowania politycznego, które (przynajmniej publicznie) pozwoliłoby sobie na okazanie bankowcom jakiegokolwiek gestu solidarności.
Naciski na krajowych polityków to zbyt mało, by obronić WIBOR przed pozwami. ZBP to wie, dlatego działa na wielu frontach
Ponieważ banki wiedzą doskonale, że ich największym problemem są obecnie ryzyka prawne umów, które już funkcjonują w obrocie, czują potrzebę przeciwdziałania ich materializacji. Wywieranie nacisków na polityków wewnątrz kraju nie przyniesie najprawdopodobniej oczekiwanych rezultatów – wszak polskie regulacje, którymi objęte zostaną sporne sprawy sądowe, muszą być zgodne z prawem unijnym oraz tym, jak jest ono interpretowane przez TSUE.
Logicznym zdaje się, że Związek Banków Polskich zaczyna szukać sprzymierzeńców w Brukseli, gdzie powstało prawo, od którego zaczął się masowy problem sektora z kredytobiorcami frankowymi. Dobrej rady na ryzyka frankowe już nie ma – banki przespały odpowiedni moment na zadbanie o uregulowanie tej kwestii. Ale w sprawie sankcji kredytu darmowego oraz WIBORu jeszcze nie wszystko jest stracone. I właśnie dlatego „pielgrzymki” bankowców do Brukseli staną się najprawdopodobniej nową tradycją.
Oczywiście Związek Banków Polskich czynnie działa również na arenie krajowej, szukając sprzymierzeńców dla swoich racji wśród sędziów i adwokatów. ZBP buduje wokół siebie środowisko eksperckie, które będzie mówić jednym głosem o racjach sektora w sprawie sporów powstałych na tle stawki WIBOR, a także w odniesieniu do sankcji kredytu darmowego.
W marcu Polska Agencja Prasowa zorganizowała debatę poświęconą problemowi podważania umów kredytowych. W debacie udział wziął prezes ZBP, a także „frankowy” sędzia, Henryk Walczewski, znany wśród kredytobiorców jako jeden z nielicznych orzeczników wciąż trzymających stronę sektora bankowego.
Nie zabrakło również prawników z kancelarii wyspecjalizowanych w reprezentowaniu przedstawicieli sektora bankowego. Podczas debaty nacisk kładziono na potrzebę szkolenia sędziów, tak, by rozpatrując sprawy „wiborowe” brali pod uwagę nie tylko aspekt prawny, ale również ekonomiczny.
Dlaczego akurat ta kwestia staje się dla sektora tak ogromnym priorytetem? Najprawdopodobniej jest to związane z pierwszymi, jak na razie nieprawomocnymi wyrokami korzystnymi dla kredytobiorców, a dotyczącymi właśnie umów opartych o stawkę WIBOR.
Sąd Okręgowy w Suwałkach wydał już dwa niekorzystne dla banków wyroki w sprawach WIBORu. Uzasadnienie ostatniego jest druzgocące dla sektora
Co ciekawe, oba wyroki zostały wydane przez Sąd Okręgowy w Suwałkach. W obu przypadkach należy spodziewać się też, że bank złoży odwołanie. O pierwszym przypadku było głośno już kilka miesięcy temu, albowiem sprawa zakończyła się jesienią ubiegłego roku. Proces wyróżniał się tym, że to kredytobiorczyni broniła się w nim przed roszczeniami banku, który wypowiedział umowę na skutek zaprzestania regulowania przez klientkę rat kredytowych. W wyniku obrania mądrej strategii obrony, pełnomocnikowi kredytobiorczyni udało się doprowadzić do oddalenia powództwa banku.
Drugi przypadek jest nowszy – wyrok wydano 22 stycznia 2025 roku. Sąd w tym przypadku ocenił zapisy umowne odnoszące się do stawki WIBOR jako mające charakter abuzywny. Kredytodawcą był tu dawny Getin Noble Bank, obecnie w upadłości. Co ważne, umowa nie została uznana za nieważną z powodu wadliwości samego WIBORu.
Powodem decyzji sądu było niespełnienie obowiązku informacyjnego przez bank względem konsumenta – ani w samej umowie, ani w załącznikach bank nie zaznajomił klientów z definicją wskaźnika WIBOR, sposobem jego ustalania oraz z tym, kto nim administruje.
Informacji tych klienci nie otrzymali również w formie niepisanej, np. w rozmowie z pracownikiem banku. W toku postępowania okazało się, że pracownik udzielający klientom kredytu sam nie wiedział, czym tak właściwie jest WIBOR 3M oraz w jaki sposób jest opracowywany.
Choć kredytobiorcy przy zawieraniu umowy złożyli podpis pod oświadczeniem o znajomości skutków zmian stóp procentowych i wpływie tych zmian na wysokość rat, jak i salda zadłużenia, sąd uznał, że charakter tego oświadczenia był blankietowy – kredytobiorcy nie uzyskali w banku właściwej informacji na temat ryzyka. Dodatkowo kredytobiorcy zostali poinformowani, że ich raty będą stałe – a tymczasem w trakcie spłaty zobowiązania wzrosły trzykrotnie. Udostępnione kredytobiorcom symulacje dotyczące spłaty kredytu zostały przedstawione tak, że pozwalały im utwierdzić się w przekonaniu, iż ryzyko wzrostu oprocentowania jest tak naprawdę marginalne.
Co niezwykle istotne, sąd nie przychylił się do argumentacji banku, zgodnie z którą wskaźnik WIBOR nie może być podważany z uwagi na to, że podlega nadzorowi instytucji publicznych i ma kluczowe znaczenie z perspektywy unijnego rozporządzenia BMR. Po pierwsze, sąd wskazał, że w krajowym systemie prawnym nie obowiązuje żaden zakaz kwestionowania WIBORu, a po drugie zauważył, że w chwili, w której strony podpisywały sporną umowę, WIBOR nie podlegał nadzorowi i nie był regulowany przy pomocy przepisów ustawowych.
Banki mogą spróbować zablokować unijną sprawę o WIBOR. Wystarczy, że zastosują ten jeden manewr
Niestety dla banków, taka postawa sądu w Suwałkach nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Za tymi dwoma wyrokami mogą pójść kolejne, w innych częściach kraju, zwłaszcza jeśli TSUE potwierdzi, że klauzule zmiennego oprocentowania jak najbardziej mogą podlegać badaniu przez krajowe sądy. Tak naprawdę jedynym wyjściem z sytuacji byłoby dla banków… akceptowanie roszczeń w sprawach, w których krajowy sąd zdecydował się wysłać pytania prejudycjalne do TSUE. W ten sposób przedstawiciele sektora bankowego działają w sporach powstałych na tle sankcji kredytu darmowego.
Portal Business Insider jako jeden z pierwszych zauważył, że sprawy o SKD spadają jedna po drugiej z unijnej wokandy, a dzieje się tak dlatego, że w postępowaniach krajowych, stanowiących bodziec do zadania pytań Trybunałowi, strony doszły do porozumienia w taki sposób, że pozwany bank uznał roszczenia kredytobiorcy. Co ciekawe, ugodowe podejście banku dotyczy tych spraw, w których sąd wysłał do Luksemburga pytanie o dopuszczalność praktyki polegającej na kredytowaniu kosztów kredytu, a zatem na pobieraniu odsetek od kwot, których kredytobiorca nie dostał do swojej dyspozycji. Pokazuje to, gdzie banki widzą swój najsłabszy punkt – choć oficjalnie utrzymują oczywiście, że ich umowy nie wymagają żadnych zmian i są zgodne z krajowym oraz unijnym prawem.
Za kulisami robią to, o czym piszemy: szukają sojuszników wśród sędziów, środowiska prawnego, a także w Komisji Europejskiej. Dają do zrozumienia, że upadek powszechnego przekonania o nienaruszalności WIBORu zachwieje rynkiem finansowym w Polsce – a skoro tak, to sędziowie powinni utrzymywać te umowy w mocy, mając na uwadze potencjalne katastrofalne skutki dla gospodarki. Czy to wystarczy, by zatrzymać falę powództw o WIBOR i przede wszystkim uchronić sektor przed ewentualną zmianą w orzecznictwie? Kredytobiorcy przekonają się o tym już niebawem – wyrok Trybunału w sprawie WIBORu jest kwestią czasu, najprawdopodobniej kilkunastu miesięcy. No chyba że banki powtórzą opisany wyżej manewr zastosowany w przypadku sporów o SKD. Przy czym wówczas muszą liczyć się z olbrzymią kampanią medialną, która zostanie rozpętana przez kancelarie prawne.
Sprawa zniknie z wokandy w Trybunału Sprawiedliwości UE, ale sam fakt uznania roszczeń kredytobiorcy sprawi wówczas, że do sądu pójdą kolejni chętni, liczący, że i w ich sprawach sąd zdecyduje się zadać podobne pytania prejudycjalne, a bank w panice zareaguje kapitulacją. Jesteśmy niemal pewni, że w tej chwili w sektorze trwa analiza tego zagadnienia i bankowcy rozważają, co będzie dla nich lepsze: zepchnięcie WIBORu z listy spraw do rozpatrzenia przez TSUE, czy może jednak spokojne oczekiwanie na orzeczenie, w nadziei, że będzie się ono pokrywać z rządowym stanowiskiem.
PODSUMOWANIE:
Banki nie mogą już ignorować narastającej fali powództw o WIBOR – w polskich sądach zapadają pierwsze wyroki negatywnie odnoszące się do argumentacji banków i uznające roszczenia kredytobiorców, domagających się unieważnień swoich umów kredytów złotowych. Problem jest poważny nie ze względu na aktualną skalę zjawiska, ale na potencjalny koszt przyszłego ryzyka prawnego, które może się zmaterializować po ewentualnej zmianie orzecznictwa.
Dlatego banki działają na wielu frontach, nie tylko w kraju, ale też za granicą, szukając sprzymierzeńców dla swojej sprawy nawet w Komisji Europejskiej. Trudno ocenić, czy ich misja ma szansę na powodzenie – w przypadku kredytów frankowych skala zepsucia sektora finansowego w Polsce przeraziła unijnych sędziów, czemu wyraz dali w trakcie postępowania w sprawie C-520/21.
To, jak wygląda proces zawierania umów kredytów hipotecznych w PLN, może przekroczyć najśmielsze wyobrażenia unijnych urzędników. Ujawnienie mechanizmów stojących za polską akcją kredytową może sprawić, że dobrotliwe maski polskich bankowców, zatroskanych o stabilność sektora finansowego, bezpowrotnie opadną. A wówczas banki nie będą miały nawet co oczekiwać, że KE czy TSUE zechcą ratować ich kapitały i pomagać im w tuszowaniu nieuczciwych praktyk.