PLN - Polski złoty
CHF
4,37
czwartek, 3 kwietnia, 2025

Frankowicze protestują, banki liczą zyski, a wszyscy podatnicy zapłacą za nową ustawę frankową!

Banki w sporach z frankowiczami od lat stosują tę samą, sprawdzoną, ale zarazem bardzo kontrowersyjną strategię: choć upierają się, że ich umowy są ważne i że powinny być nadal normalnie wykonywane, równolegle, po otrzymaniu pozwu o ustalenie i zapłatę, wystosowują kontrpowództwo o zwrot kapitału. W sądach toczą się tysiące takich postępowań zainicjowanych przez banki – część spraw jest jeszcze w I instancji, a część trafiła już do apelacji. Banki wydały do tej pory na te procesy wielomilionowe kwoty. Pieniądze te zasiliły Skarb Państwa, obciążony ponad miarę postępowaniami frankowymi. Teraz Ministerstwo Sprawiedliwości chce odciążyć portfele banków przy pomocy ustawy frankowej, a konkretnie artykułu 15, który umożliwi bankom otrzymanie zwrotu połowy opłaty za pozew, jeśli ten zostanie cofnięty. A czemu bank miałby cofać swój pozew? Ano dlatego, że teraz będzie mógł zawnioskować o wzajemne rozliczenie roszczeń w postępowaniu wszczętym z inicjatywy kredytobiorcy. Pytanie, które się w związku z tym nasuwa, brzmi: kto i ile za to zapłaci?

  • Wśród ponad 200 tys. postępowań frankowych toczących się obecnie w sądach nawet 1/5 może dotyczyć roszczeń banków, które walczą o zwrot użyczonego klientowi kapitału. Banki płacą za złożenie takiego pozwu 5 proc. od wartości przedmiotu sporu
  • Ministerstwo Sprawiedliwości, spragnione sukcesów w walce o naprawę sądownictwa, chce, aby sprawy frankowe zaczęły znikać z wydziałów cywilnych. W tym celu forsuje serię kontrowersyjnych pomysłów legislacyjnych pod postacią specustawy
  • Jedno z założeń specustawy frankowej jest takie, by sądy rozliczały wzajemne roszczenia frankowiczów i banków w ramach tego samego procesu. Co ciekawe, bank będzie miał mnóstwo czasu na złożenie wniosku o takie rozliczenie, co trudno nazwać komfortową sytuacją dla kredytobiorcy
  • Jeżeli bank złoży wniosek o wzajemne rozliczenia odpowiednio szybko i jednocześnie cofnie powództwo o zwrot kapitału, może odzyskać połowę wniesionej opłaty sądowej. Skorzystają na tym banki (finansowo) oraz projektodawca ustawy (wizerunkowo), stracą natomiast… wszyscy Polacy.

Banki są bardzo biedne, dlatego trzeba je ratować ustawą frankową…?

Kontynuujemy temat ustawy frankowej, w sprawie której niedawno zakończyły się konsultacje publiczne – w ich trakcie resort sprawiedliwości otrzymał ponad 200 opinii pochodzących od samych obywateli oraz 11 zestawów uwag od rozmaitych stowarzyszeń (również sędziowskich) i fundacji.

Pełna wersja projektu jest znana od końca stycznia – zawiera 7 stron i w jej skład wchodzą 24 artykuły. Wśród nich niewiele jest takich, co do których nie wpłynęły jak dotąd żadne krytyczne uwagi. My dzisiaj zajmiemy się artykułem 15 projektu specustawy, nim jednak przejdziemy do tej części tekstu, wpierw pozwolimy sobie sformułować pytanie, które od pewnego czasu nie daje nam spokoju:

Czy banki w Polsce są tak biedne, że Ministerstwo Sprawiedliwości czuje się w obowiązku transferować do nich pieniądze polskiego podatnika?

Mówiąc szczerze, nie znajdujemy żadnych argumentów na podparcie tezy o katastrofalnej sytuacji banków. Cały sektor zarobił w 2024 roku 42 mld zł netto, i to mimo tego, że reprezentujące go spółki zostały obciążone podatkiem bankowym, musiały sfinansować przedłużone wakacje kredytowe i w dodatku wydały kolejne miliardy na ryzyka prawne kredytów we franku. Roczny zysk banków okazał się aż o 51,9 proc. wyższy niż w 2023 roku.

Dziennik Gazeta Prawna podał przed kilkoma dniami, ile wynosiły wynagrodzenia zarządów w dziewięciu bankach działających na polskim rynku (Pekao, Santanderze, Banku Handlowym, ING BŚ, mBanku, Millennium, Aliorze, PKO BP oraz BNP Paribas). Jak się okazuje, tylko w dwóch bankach, PKO BP i BNP Paribas, suma tych wynagrodzeń brutto zmniejszyła się w stosunku do roku 2023.

Najwyższe wynagrodzenie brutto za 2024 rok otrzymał zarząd Pekao S.A. (34 mln 436 tys. zł w porównaniu do 34 mln 419 tys. zł rok wcześniej). Na drugim miejscu uplasował się Santander Bank Polska, który swojemu zarządowi wypłacił w 2024 roku „skromne” 32 mln 751 tys. zł w porównaniu do 28 mln 343 tys. zł rok wcześniej. Jeden z najbardziej ufrankowionych kredytodawców w Polsce, czyli mBank, zajmuje piątą lokatę – wynagrodzenie zarządu w tym podmiocie wyniosło w minionym roku 22 mln 489 tys. zł w porównaniu do 19 mln 61 tys. zł rok wcześniej.

Kogo bardziej ciemięży polski system podatkowy: bankowców czy zwykłego obywatela?

Kwoty, które robią nieprzeciętne wrażenie na zwykłym obywatelu naszego kraju, dla przedstawicieli sektora finansowego są niewystarczające. A przynajmniej do takiego wniosku dochodzimy, zapoznając się z najnowszymi wypowiedziami publicznymi niezawodnego jak zawsze prezesa Związku Banków Polskich, Tadeusza Białka, który pod koniec marca br. zwołał specjalną konferencję i podzielił się z mediami swoimi przemyśleniami na temat skali obciążeń sektora. Skala oderwania pana prezesa od rzeczywistości, w której żyje przeciętny Polak, jest niesamowita i chyba nie przestanie nas zaskakiwać.

Główny przekaz jest bardzo prosty: prezes ZBP obwieścił, że marże kredytowe sektora bankowego w Polsce nie są najwyższe w Unii Europejskiej, co więcej zaprzeczył, jakoby banki spały na pieniądzach. Zwrócił też uwagę, że te same banki dokładają do budżetu państwa miliardy złotych. Ile konkretnie? Z wyliczeń Związku Banków Polskich wynika, że tylko w 2024 roku budżet otrzymał z sektora ponad 24 mld zł tytułem podatków i danin publicznych. Przypomnijmy jeszcze raz: mimo to sektor zarobił w Polsce na czysto 42 mld zł.

Zestawmy teraz skalę wydatków podatkowych sektora z wydatkami przeciętnego Polaka. Jak się okazuje, zwykły Kowalski oddaje państwu w różnych podatkach ponad 61 procent swojego wynagrodzenia. Czy w takim razie mamy współczuć bankom, że muszą w Polsce płacić podatki, dokładnie tak, jak przedstawiciele naszego społeczeństwa?

Najwyraźniej tak. O skali „biedy”, z którą muszą zmagać się banki, niech świadczy koło ratunkowe rzucane przedstawicielom sektora przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Takie przywileje otrzymają banki dzięki art. 15 ustawy frankowej

Wróćmy więc do treści projektu ustawy frankowej, a konkretnie do artykułu 15, który – jeśli wejdzie w życie – da bankom następujące przywileje:

  • prawo do otrzymania zwrotu połowy uiszczonej opłaty od cofniętego pozwu – w tym również takiego, który wycofany został po rozpoczęciu posiedzenia, na które sprawa została skierowana (warunkiem jest w tym przypadku to, by cofnięcie pozwu nastąpiło nie później, niż 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy)
  • prawo do otrzymania zwrotu połowy uiszczonej opłaty od cofniętej apelacji – w tym również takiej, która wycofana została po rozpoczęciu posiedzenia, na które sprawa została skierowana (warunkiem jest w tym przypadku to, by cofnięcie apelacji nastąpiło nie później, niż 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy)
  • prawo do otrzymania zwrotu połowy uiszczonej opłaty od cofniętej skargi kasacyjnej, także tej, którą wycofano już po przyjęciu do rozpoznania przez Sąd Najwyższy (warunkiem jest to, by cofnięcie skargi nastąpiło nie później niż 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy).

O jakich kwotach mówimy? Tu należy zaznaczyć, że bank, w odróżnieniu od konsumenta, nie może skorzystać z preferencyjnej opłaty za pozew, a to oznacza, że wynosi ona w jego przypadku standardowe 5 procent od wartości przedmiotu sporu. Dotyczy to nie tylko opłaty za złożenie powództwa o zwrot kapitału, ale również złożenia apelacji (tu 5 procent liczone jest od wartości przedmiotu zaskarżenia) czy skargi kasacyjnej.

Jeżeli więc bank domaga się zwrotu kapitału w wysokości 500 tys. zł, to opłata za pozew w takiej sprawie wyniesie 25 tys. zł. Po wejściu w życie ustawy, która pozwoli bankowi na dochodzenie roszczenia wzajemnego w procesie zainicjowanym przez kredytobiorcę, bank będzie miał pół roku na cofnięcie pozwu, co pozwoli mu odzyskać kwotę 12,5 tys. zł.

Dzięki pomysłom Ministerstwa Sprawiedliwości nieuczciwe banki odzyskają z sądów miliony złotych

Zgodnie z treścią art. 7 projektu specustawy, na złożenie wniosku o wzajemne rozliczenie bank będzie miał czas do zamknięcia rozprawy przed sądem I instancji (lub do wydania wyroku w I instancji, jeśli sąd rozpatruje sprawę na posiedzeniu niejawnym). Mowa o sytuacji, która nie wymaga zgody powoda. Jeżeli natomiast kredytobiorca wyrazi zgodę, wniosek będzie mógł zostać złożony aż do zamknięcia rozprawy przed sądem II instancji (w przypadku spraw rozpatrywanych na posiedzeniach niejawnych do wydania wyroku w II instancji).

Ile jest obecnie w sądach spraw o zwrot kapitału, które mogą zostać wycofane, a następnie rozliczone w ten sposób? Dokładne dane nie są znane. Wiemy, że w sądach toczy się ponad 200 tys. spraw dotyczących kredytów we franku, z czego ok. 20 procent, może nieco więcej, wszczęto z inicjatywy samych banków, dążących do odzyskania kapitału kredytu. Załóżmy, że przeciętna kwota roszczenia w takiej sprawie o kapitał wynosi 200 tys. zł, a w sądach jest łącznie 40 tys. spraw z powództwa banków: co się stanie, jeśli ustawa wejdzie w życie, a banki wycofają wszystkie te pozwy i zdecydują się na złożenie roszczenia wzajemnego według nowych zasad?

Sądy będą musiały oddać bankom kwotę 200 milionów złotych. Są to pieniądze, które powinny zasilić Skarb Państwa, czyli są dobrem wspólnym polskich obywateli. Podatnik, który oddaje ponad 61 proc. swojego wynagrodzenia w podatkach, dowiaduje się teraz, że Ministerstwo Sprawiedliwości chce obsypać banki, które mają za sobą rekordowo zyskowny rok, gigantyczną gotówką. Skąd w ogóle ten pomysł?

Dlaczego Ministerstwo Sprawiedliwości chce, by banki zyskały prawo do zwrotu połowy opłaty za pozew/apelację?

Naszym zdaniem resort chce w ten sposób zachęcić banki do korzystania ze wzajemnych rozliczeń w ramach tego samego postępowania i cofania powództw, co… bardzo szybko przełoży się na poprawę statystyk w sądach. Przynajmniej na papierze. Bo wyobraźmy sobie taką sytuację: nie mija nawet 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy frankowej, a Ministerstwo Sprawiedliwości może pochwalić się przed polskim społeczeństwem ogromnym sukcesem: oto z sądów udało się usunąć kilkadziesiąt tysięcy spraw frankowych.

Nieistotne przy tym będzie, że problem tych postępowań wcale nie zniknie: pozostanie w krajowych sądach, dostarczając orzecznikom nowych wrażeń. Spadnie na nich obowiązek obliczania roszczeń stron, szczególnie „przyjemny”, jeśli część świadczeń spełniano bezpośrednio we frankach szwajcarskich.

Czy tylko my krytykujemy podejście resortu w tej sprawie? Oczywiście nie. Na ten sam artykuł zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich, który w liczącej 25 stron opinii do projektu specustawy dosadnie wyjaśnił, co myśli o ministerialnych pomysłach.

RPO ma wątpliwości, czy wskazana regulacja nie jest sprzeczna z zasadą sprawiedliwości społecznej oraz nie koliduje ze skutkiem zniechęcającym, wyrażonym w art. 6 i art. 7 unijnej dyrektywy 93/13. Tłumaczy, że w tej sytuacji interes ekonomiczny banków, które stosowały nieuczciwe klauzule umowne, zostałby zaspokojony na etapie zwrotu opłaty od pozwu lub środka zaskarżenia.

Rzecznik Praw Obywatelskich rekomenduje projektodawcy zawężenie stosowania tego przepisu wyłącznie do konsumentów. Czy słusznie? W naszym przekonaniu jak najbardziej.

Ustawa frankowa, zamiast pomóc krajowemu sądownictwu, doprowadzi do jeszcze większej przewlekłości postępowań?

Wycofanie pozwu przez konsumenta i zdecydowanie się na zawarcie dobrowolnej ugody z bankiem istotnie byłoby dla wymiaru sprawiedliwości game changerem. Sprawa zniknęłaby z sądu, co w sposób faktyczny odciążyłoby krajowy system orzeczniczy. Sytuacja, w której roszczenie banku jest jedynie włączone do sprawy z powództwa kredytobiorcy, nie przynosi żadnego przełomu i wygląda dobrze tylko w statystykach.

Gdzie tkwi problem? Cóż, aby kredytobiorcy frankowi zaczęli decydować się na cofanie swoich powództw o ustalenie, banki muszą radykalnie zmienić swoje podejście do ugód. Porozumienia te musiałyby zbliżyć się skutkami prawnymi i finansowymi do następstw wywołanych unieważnieniem umowy. Ale banki nie chcą się godzić na takie warunki – wolą blokować wymiar sprawiedliwości, mimo że przegrywają od 97 do 99 proc. postępowań sądowych z powództwa frankowiczów. Co więcej, po tym, jak projekt ustawy frankowej ujrzał światło dzienne, docierają do nas głosy, że podejście banków zmieniło się na niekorzyść konsumentów.

Banki znów zaczynają prezentować mało elastyczne podejście w negocjacjach ugodowych, co tłumaczyć można chyba tylko oczekiwaniem na wejście w życie specustawy. Jeśli do tego dojdzie, podmioty te nie będą musiały już dążyć do ugód i przekonywać klientów do swoich ofert. Alternatywa w postaci wieloletniego procesu, na którego końcu kredytobiorca zostanie pozbawiony odsetek ustawowych za opóźnienie (bo taka może być konsekwencja nowej instytucji wzajemnych rozliczeń), jest dla banku korzystniejsza.

Mniej korzystna jest natomiast dla samego wymiaru sprawiedliwości, który w tym wariancie może mierzyć się z tą kategorią postępowań jeszcze przez długie lata. Ale to banków nie obchodzi, bo instytucje te doskonale wiedzą, jak prywatyzować zyski i uspołeczniać straty. Konsumenci już się o tym przekonali – teraz skutki bankowego podejścia mogą odczuć również sądy.

PODSUMOWANIE:

Jeżeli ustawa frankowa wejdzie w życie w kształcie zaproponowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości, do banków popłyną dziesiątki, może nawet setki milionów złotych. Instytucje te odzyskają pieniądze, które trafiły do Skarbu Państwa wskutek masowych pozwów o zwrot frankowego kapitału. Co więcej, sądownictwo w żaden sposób nie skorzysta na tej regulacji, bo wcale nie uwolni się od skutków masowych pozwów banków: roszczenia tych podmiotów nadal będzie trzeba rozliczyć, tyle że w postępowaniach, w których powodami są kredytobiorcy.

Trudno znaleźć jakiekolwiek pozytywne strony takiego rozwiązania – przynajmniej z punktu widzenia interesu publicznego, a rzekomo to właśnie jemu mają służyć legislacyjne pomysły resortu. Stratny będzie Skarb Państwa, a więc polski podatnik. Korzyść uzyska sektor bankowy, którego przedstawiciele są odpowiedzialni za to, co obecnie dzieje się w polskim sądownictwie w kwestii franków.

Jedyna nadzieja w tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości poważnie potraktuje uwagi zgłoszone w trakcie konsultacji publicznych – jeśli nie te nadesłane przez kancelarie prawne, to chociaż te sformułowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich, któremu trudno zarzucić stronniczość czy nieczyste intencje.

To, jak zachowa się resort w tej sprawie, świadczyć będzie o jego priorytetach. O tym, czy przedstawiciele Ministerstwa rzeczywiście chcą naprawić sądy i rozwiązać problem abuzywnych kredytów w sposób nienaruszający praw konsumentów, czy zależy im jedynie na szybkim efekcie wizerunkowym i ugłaskaniu banków.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl składa się z ekspertów od spraw frankowych, prawników, dziennikarzy. Aktywnie śledzimy rozwój problematyki frankowej już od 2014 r, obserwujemy rozwój orzecznictwa oraz podmiotów oferujących pomoc prawną dla frankowiczów. Nasze artykuły regularnie publikowaliśmy w mediach oraz portalach internetowych. W 2020 r. postanowiliśmy stworzyć portal dzięki któremu każdy posiadacz kredytu frankowego znajdzie w jednym miejscu wszystkie niezbędne informacje. Tak powstał FrankNews.pl Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze